Z Kuźnic przez Halę Gąsienicową na


Zadni Granat


Zadni Granat

Wysokość  2240 M / DŁ. TRASY 16,8 km

Maksymalne nachylenie (średnie) 35 stopni
Przewyższenie 1233 m
Przewyższenie od schroniska 704 m
Długość podejścia 8,4 km
Długość podejścia od schroniska 3,8 km
Długość zjazdu 11,8 km
Czas podejścia ok 5/6h
Czas podejścia od schroniska 3/4h
Czas zjazdu 1,5/2h
Czas zjazdu od schroniska 40min
Najlepsze warunki marzec-kwiecień
Zagrożenie lawinowe trawers stoków Małego Kościelca, żleby opadające do Koziej Dolinki, zjazd z Granatów

To już poważna skitura, którą można zaproponować doświadczonemu skiturowcowi.
Długa, o ponad kilometrowym przewyższeniu, oraz wysokogórskim charakterze.
Zarówno wejście i zjazd ze szczytu, są prawdziwym rarytasem, wśród zapierających dech piersi widoków.

O wycieczce.

W przypadku wyjścia na Zadni Granat, przez Hale Gąsienicową, zdecydowanie sugeruję wyjście wczesnym rankiem. Raz, że unikniemy tłumów, dwa idziemy na bardzo długą skiturę i musimy mieć zapas czasu. Pamiętajcie aby nigdy nie przekładać turystycznych czasów letnich na zimowe wyjścia. Może to być zgubne. W mojej ocenie całość wyrypy na Zadni Granat może nawet zająć cały dzień. Oczywiście zależy to od wytrenowania poszczególnych osób, oraz warunków śniegowych. Na pewno zarezerwowałbym minimum 8 godzin.
Konieczny, dodatkowy sprzęt: czołówka z porządnymi bateriami, czekan, zapasowe, ciepłe rękawiczki, ciepłe dodatkowe ubrania (primaloft, puchówka, zapasowa czapka). O posiadaniu i bardzo sprawnym operowaniu sprzętem ABC nie wspominam, bo to oczywistość każdego kto działa zimą w górach. Pamiętajcie aby nie ruszać samemu w góry!

Kuźnice – start wielu wspaniałych wycieczek.

W Tatrach, na początku dolin, jest wiele miejsc, tzw. punktów startowych, gdzie rozpoczyna się wiele tras skiturowych. W wyższych partiach rozdzielają się one i prowadzą nieraz bardzo długimi, ciekawymi i skomplikowanymi podejściami. Mówię tu o Kuźnicach. Miejscu chyba najbardziej kojarzonym ze skiturami w Polsce. Na pewno pod względem integrującym środowisko. Sam wielokrotnie startowałem tutaj na treningi gdy byłem w kadrze Polski, wychodziłem z klientami na skitury, czy w końcu prywatne wycieczki.

 


Pamiętajcie:

Autorzy proponowanych tras i video przewodników dołożyli wszelkich starań, by materiały były opracowane w sposób profesjonalny i zgodnie z zasadami poruszania się w górach w zimie. Zaznaczamy jednak, że uprawianie ski-turingu i poruszanie się po opisanych trasach jest niebezpieczne dla zdrowia i życia. Autorzy opisów, strony i video przewodników nie biorą w związku z tym żadnej odpowiedzialności za ewentualne kontuzje, urazy i wypadki osób

Autor
trasy

JAKUB
BRZOSKO

Ratownik TOPR,
Przewodnik,
Instruktor Skitour School,
były członek kadry narodowej

Z Kuźnic na Halę Gąsienicową i do Murowańca.

Sprzęt

Sprzęt możemy wypożyczyć w Tatra Trade przy rondzie Kuźnickim po czym dojechać busem do Kuźnic lub najpierw dojechać do Kuźnic i w wypożyczalni Mountain Explorers wziąć potrzebny ekwipunek.

Dojazd

Przypominam, że do Kuźnic nie można dojechać samochodem – autem dojedziemy jedynie do Ronda Kuźnickiego, gdzie są liczne parkingi. Stąd busem (co 10 minut z przystanku przed i za rondem, 3zł), piechotą (20 minut), na skiturach (jeżeli jest śnieg), taksówką (z ronda ok. 20zł)

Podejście. Jaworzynka lub Boczań.

Podejście przez Dolinę Jaworzynki (żółty szlak, max. nastromienie 25 stopni) lub Skupniowy Upłaz (niebieski szlak, max. nastromienie 20 stopni) to dwa najszybsze warianty podejściowe.Po osiągnięciu „karczmiska” i dalej Hali Gąsienicowej, roztacza się jeden z piękniejszych widoków tatrzańskich, można powiedzieć „klasyk”. I to cechuje tą skiture, jest ona pełna walorów estetycznych i na pewno warto zabrać aparat fotograficzny. Z Kuźnic kierujemy się w stronę kas TPNu znajdujących się za potokiem Bystra i ruszamy na Halę Gąsienicową. Wyjście przez Jaworzynkę zajmuje mniej więcej tyle samo czasu co przez Boczań, czyli ok 1,5 godziny, w zależności od naszej kondycji. Mijając punkt poboru opłat TPN, skręcamy  w prawo i kierujemy się za żółtym znakami na Przełęcz między Kopami. Przejście Doliną Jaworzynki to łagodny rozruch w początkowym etapie, po ok. 15 min marszu po niezbyt nastromionej ścieżce w lesie docieramy na polanę Jaworzynkę. Polana jest malownicza, a przejście nią stanowi miłą rozgrzewkę. Pod koniec polany szlak gwałtownie skręca w prawo i zaczyna piąć się dość mocno w górę. I tutaj przy niesprzyjających warunkach mogą pojawić się problemy. Dlatego warto wyposażyć się w harszle, które poprawią przyczepność fok, gdy śnieg na szlaku jest twardy i śliski. Szlak prowadzi lasem, następnie będzie kolejny ostry zakręt w lewo prowadzący już w stronę Przełęczy między Kopami. Tutaj szlak stopniowo łagodnieje i przechodzi w trawers. Na ostatnim odcinku przed przełęczą odsłaniają się piękne widoki, między innymi na drugi wariant trasy. Jest to również miejsce zagrożone lawinami, które potencjalnie mogą zejść z żlebu, który będziemy przekraczać. Na przełęczy oba szlaki łączą się i dalej idziemy za niebieskimi znakami. Przechodzimy przez tzw.: Karczmisko. Na jego końcu czeka nas  ok 300m zjazd do Hali. Lepiej jest go pokonać na fokach, jednak jeżeli ktoś nie czuje się na tyle pewnie, można je zdjąć. Uważajcie na podchodzących turystów.



Galeria zdjęć z etapu 1

Z pod schroniska Murowaniec na szczyt Zadniego Granatu

Lawiny i historia powstania TOPRu

Od schroniska w Murowańcu kontynuujemy podejście niebieskim szlakiem, a delikatne podejście o max. nachyleniu 20 stopni jest z pozoru bezpieczne. Pamiętajmy, że musimy oceniać w jaki teren wchodzimy, oraz jaki teren znajduje się nad nami (np. nawiany śnieg na stromych częściach zboczy, nawisy). Po pierwsze musimy podejść do Kotła Czarnego Stawu bezpiecznie, a to wymaga trawersu Małego Kościelca, który jak wiemy 8 lutego 1909 roku, stał się areną tragicznego zdarzenia. Mieczysław Karłowicz zginął w śnieżnej lawinie, popełniając dwa błędy. Pierwszy, że wybrał się sam, a drugi, że przy obfitym opadzie śniegu, nie ominął zdradliwych stoków Małego Kościelca. Wywołanie lawiny było już tylko formalnością. Jego śmiertelny wypadek, pokazuje poziom wiedzy lawinowej w tamtych czasach, oraz zarządzania ryzykiem. To zdarzenie uruchomiło powstanie Straży Górskiej jeszcze tego samego roku 29 października 1909 roku. Śmierć 33 – letniego kompozytora wstrząsnęła polską opinią publiczną i rozpoczęła debatę nad sensem chodzenia w góry. Z mojego punktu widzenia – retoryczną. Dlatego zdecydowanie polecam omijanie tego odcinka, i zaraz po wyjściu z lasu, kierujemy się w dół, po skosie, w stronę charakterystycznych „kopek” w osi doliny. Tym terenem, w myśl zasady aby iść przy lawiniastym terenie wypukłymi formacjami, podchodzimy do moreny Czarnego Stawu. Po zrobieniu kilku zakosów, dołączamy do naszego szlaku turystycznego pokrywającego się z letnim szlakiem (pamiętajmy, że nasze bezpieczeństwo jest najważniejsze, a nie sztywne trzymanie się przepisów TPN, więc jeśli oddalenie się zimą od linii przebiegu szlaku ma być bezpieczniejsze, nie zastanawiajmy się zbyt długo). Otwiera się teraz jeden z bardziej malowniczych widoków na Tatry. Przed nami Czarny Staw Gąsienicowy, który zimą jest oczywiście pokryty grubą taflą lodu i przykryty warstwą śniegu. Widząc przed sobą istną „autostradę” na drugą stronę stawu, kierujmy się tędy i my. Chodzenie zgodnie ze szlakiem po lewej stronie mija się z sensem. Oczywiście pod koniec marca czy w kwietniu, wkraczanie na tafle jakiegokolwiek stawu tatrzańskiego, musi być naszą świadomą i odpowiedzialną decyzją. Z mojej ratowniczej i przewodnickiej perspektywy, nieraz ludzie popełniają banalny błąd, widząc czyjś ślad i bezrefleksyjnie nim podążając. Przestrzegam przed takim „tępym” i pozbawionym wyobraźni działaniem zimą w górach. Może się okazać, że sami powielamy czyjś błąd, który może i nas zaprowadzić do pułapki…
Pomijając te dygresje o bezpieczeństwie w górach, po przekroczeniu tafli stawu, mijamy tzw. „Laboratorium”, miejsce szkoleń taternickich. Nasza trasa prowadzi dnem żlebu. I tutaj często spotkamy się z mocnym oblodzeniem. W mojej ocenie nawet podejście z nartami przypiętymi do plecaka, w rakach i z kijkami, odejmie nam dużo ewentualnego stresu, np. problemów ze zrobieniem zakosu, a w najgorszym wypadku zgubienie narty, czy niebezpieczne osunięcie. Pamiętajmy, że nasze dobre techniczne przygotowanie będzie nam bardzo potrzebne. Jest takie powiedzenie: „szczęście sprzyja lepiej przygotowanym”. Każdy niech sobie dopowie resztę. Lista potencjalnych błędów może być bardzo długa.

Etap wysokogórski

Ten etap zaczął się w mojej ocenie już podczas podchodzenia od Czarnego Stawu Gąsienicowego. Jeśli mamy jakieś wątpliwości co do swojej formy, lub zmieniła się pogoda, warto już przy Czarnym Stawie Gąsienicowym (polecam obejrzeć piękny obraz Stanisława Witkiewicza „Czarny Staw – kurniawa” z 1892 roku) zawrócić. Jeśli jednak żądni przygody, oraz pełni wiary we własne siły, oraz pozytywne symptomy pogodowe, a także z doświadczoną ekipą, zamierzamy iść dalej, osiągniemy Kocioł Zmarzłego Stawu. Podchodzimy teraz żółtym szlakiem, ale praktyka pokazuje, że podchodzimy dnem żlebu, w którym na tyle jest stromo, że musimy robić gęste zakosy, a jeśli jest twardo, ściągamy narty i musimy podejść w rakach (max. nachylenie do 25 stopni). Tu już wybitnie wysokogórskie otoczenie z górującymi szczytami Orlej Perci, czy słynnym Zawratowym Żlebem (zimą często „zapisanym” serią zakosów skiturowych oraz śladami zjazdów), nie pozostawi nas obojętnymi na swoje piękno. Ale nie dajmy się zwieść. Póki słońce jest wysoko i zagląda swoim obliczem do naszej doliny oraz Koziej Dolinki, którą osiągamy serią kilkunastu zakosów, kierując się na południowy-wschód, wszystko jest dobrze. Gdy słońce zacznie chylić się ku zachodowi, zrobi się zimno, a często zaczyna wtedy też wiać wiatr. Odcinek od Zmarzłego Stawu na dno Koziej Dolinki kontynuujemy zielonym szlakiem, a średnie nachylenie ma 20 stopni.

Na szczyt

Z Koziej Dolinki, odwracamy się o 180 stopni od podejścia, na ostro wciętą „v” – kształtną Kozią Przełęcz. Przed nami najbardziej mozolne i najtrudniejsze podejście. Nastromienie stoku sięga nawet 34 stopni. Zielony szlak jest niewidoczny, ale to w jego pobliżu mamy się przemieszczać. Idziemy na fokach robiąc serię zakosów, trzymając się lewej połaci stoku, który tworzy ogromne pole kumulujące śnieg. Przed wejściem w ten teren, musimy być absolutnie PEWNI, że teren nad nami „puszcza”. W innym przypadku może okazać się, że w bardzo szybkim tempie osiągniemy ponownie Kozią Dolinkę, będąc częścią ogromnej lawiny. W tym miejscu poczucie pokory wobec gór jest wyjątkowo ważne.
Jeśli wszystko sprzyja (w mojej ocenie wycieczka na Zadni Granat to zdecydowanie propozycja na drugą część zimy, lub nawet wiosenne, firnowe śniegi), kontynuujemy robienie zakosów trzymając się zachodniego grzbietu. Docierając w podszczytowe skały, może okazać się, jeśli będzie bardzo twardo, że trzeba będzie ponownie założyć raki. Wszystko zależy od warunków. Nie polecałbym wejścia na Zadni Granat jeśli całe ogromne zbocze (o kilkusetmetrowej deniwelacji) jest pokryte lodem. I w ogóle „szklane góry” to nie opcja dla skiturowców. Kiedy szczęśliwie docieramy do szczytu, przeznaczmy więcej czasu na delektowanie się wręcz fantastyczną panoramą. Nie tylko zaglądamy na drugą stronę do Dolinki Buczynowej, Doliny Pięciu Stawów, ale także otwiera się wręcz gigantyczny wachlarz słowackich Tatr Wysokich oraz Tatr Bielskich. Oryginalne widoki na Kozi Wierch, Kozie Czuby, Zamarłą Turnię, Mały Kozi Wierch a w końcu całą wschodnią wystawę Kościelców, pozostaną niezapomnianym przeżyciem.
Świadomość, że jesteśmy na jednym ze szczytów Orlej Perci, powinno nas także dyscyplinować – łatwo o upadek z wysokości, więc sugeruje wykopanie wygodnej i głębokiej platformy w śniegu. Wiejący wiatr może nie tylko zwiać nam czapkę z głowy, porwać fokę, ale np. zdmuchnąć rękawiczkę, a to już bardzo niebezpieczna sprawa, tym bardziej jeśli nie mamy zapasowej (choć akurat nie zabranie grubej łapawicy do zjazdu, uważam ze poważny błąd na tej trasie). Kiedy już nasycimy oczy, szykujemy się do zjazdu.



Galeria zdjęć z etapu 2

Zjazd

Jeśli warunki śniegowe tego wymagają, trzeba mieć na wyrypę na Zadni Granat także czekan w zanadrzu. Jeśli warunki są optymalne, przed nami jeden z piękniejszych i dłuższych zjazdów w polskich Tatrach. Nie tylko zjeżdżamy stokami o południowej i południowo- zachodniej wystawie, co jest rzadkością po polskiej stronie Tatr, zjazd do wąskiej „szyjki” między Zmarzłym a Czarnym Stawem, daje nam ogromną radość i wykazanie się umiejętnościami zjazdowymi. Po pierwszym odcinku, zjazd z Koziej Dolinki do Zmarzłego Stawu, od zawsze uważałem, za „creme de la creme”.
Przyjemne nachylenie (ok 20 stopni), przepiękne otoczenie, bezpieczny teren, powodują, że ten zjazd mógłby trwać w nieskończoność. Jednak osiągając staw, musimy uważnie, oraz wykorzystując krawędzie (naostrzone!), najczęściej serią obskoków pokonać stromy odcinek. Potem znów „długa” do Czarnego Stawu. W zależności od stanu nasmarowania nart, jakości naszych tricepsów, oraz twardego „blatu” na tafli stawu, lub kopnym, męczącym śniegu, odcinek do moreny stawu zajmie nam kilka minut lub nawet kilkadziesiąt…
Po dotarciu do moreny, zostawiamy z lewej przełęcz Karb (popularny cel skiturowy), z prawej lawiniaste zbocza Żółtej Turni, i mając szeroko otwarte ramiona walnej Doliny Suchej Wody, mkniemy w dół, trzymając się drogi podejścia, lub szybko pokonując zmrożony odcinek trawersu pod Małym Kościelcem (wszystko zależy od warunków!), docieramy do Lasu Gąsienicowego i dalej, poprzez Halę Gąsienicową kierujemy się dalej na północ. Jeśli nie mamy potrzeby odwiedzenia schroniska, warto na skrzyżowaniu szlaków, wybrać wariant górą, obok budynku stacji IMGW (zaoszczędzimy siłę i czas). Ostatnie podejście na „karczmisko” warto raczej zrobić na fokach, mniej się namęczymy (dlatego nie chowajmy bardzo głęboko fok). Po kilkunastominutowym podejściu, czeka nas druga odsłona zjazdu. Tym razem przygodowa, jazda terenowa po lesie, ta nazwa jest bardziej adekwatna, niż oficjalna: nartostrada przez Halę Gąsienicową do Kuźnic. Ktoś mógłby mylnie odebrać ten termin, myśląc, że czeka go szeroki, wygodny i wyratrakowany trakt. Ilość skrętów, hopek, przeszkód terenowych (a to zwalone drzewo, niskie gałęzie, ect.), oraz długość zjazdu do Kuźnic, powodują, że na koniec zjadzu nie dość, że czujemy „palącą bułę” w udach, to możemy mieć drobne draśnięcia na twarzy. Tym którzy nie znają tego zjazdu, lub nie kontrolują perfekcyjnie swoich nart, sugeruję częstsze hamowanie. W prosty sposób można się „katapultować” do lasu. Zderzenie z drzewem może przynieść opłakane skutki. Jednak zjazd tego odcinka daje ogromną satysfakcję.
Jakie jeszcze zagrożenia?
W dolnym odcinku trasy, szczególnie z Nosalowej Przełęczy do Kuźnic, mogą wystąpić kamienie na trasie, a po drugie sporo osób łamiąc przepisy TPN, podchodzi tą trasą do góry. Zatem nasłuchujmy i miejmy oczy szeroko otwarte. Poza tym? Kawał satysfakcji po tej pięknej skiturze.


Galeria zdjęć ze zjazdu

Partner strategiczny

Biuro Promocji Zakopanego
Partnerzy

Beneficjent

Copyright SkitouroweZakopane.pl 2014.
Design by pxds.pl

Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich:
Europa inwestująca w obszary wiejskie.

Podhalańska lokalna grupa działania współfinansowana jest ze środków Unii Europejskiej w ramach Osi 4 – LEADER

Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013