Po co komu kursy lawinowe?

Ostatnio sporo się mówi o bezpieczeństwie w górach. Plecaki ABS, sondy, detektory, łopaty, aplikacje ratunkowe na smartphona – wszystkie te elementy mają sprawić, że będziemy bezpieczniejsi, więc jak już kupimy milion drogich gadżetów, to po co nam kursy lawinowe? A no po to, żebyśmy nie musieli tych gadżetów używać! Zapraszam na moją subiektywną relację z kursów w Dolinie Pięciu Stawów.

Na tegorocznej liście „To Do” wpisałem jeden mały, ale bardzo ważny punkt – „iść na kursy lawinowe”. Co prawda jakieś podstawy miałem. Sporo czytałem, oglądałem akademie TOPR’u, ćwiczyłem szukanie sondą w centrum treningowym na Kalatówkach. Miałem jednak świadomość, że przekonanie na temat mojej świetnie ugruntowanej wiedzy o lawinach może być mocno mylne – co oczywiście się potwierdziło w trakcie kursu, ale o tym później.

Wybór Kursu

n15-01

Pierwsza sprawa, to wybór miejsca i instytucji, która organizuje kursy. Ja znalazłem trzy opcje:

1. Kursy w Dolinie Pięciu Stawów organizowane przez Szkołę Górską 5+. Koszt całego kursu (nocleg przez 2 dni, sprzęt, pełne wyżywienie): 560zł
2. Kursy w Dolinie Gąsienicowej organizowane przez Polskie Stowarzyszenie Freeskiingu. Koszt całego kursu (noclegi przez 2 dni, sprzęt, bez wyżywienia): 320zł
3. Kurs na Chopoku organizowany przez Freetours. Koszt (sprzęt, bez noclegu, bez wyżywienia, bez skipassu): 700zł

Ja wybrałem opcje pierwszą z trzech względów. Po pierwsze polecali mi ją znajomi, którzy byli na innych kursach organizowanych przez Szkołę Górską. Po drugie w Pięciu Stawach, co roku organizowane są Dni Lawinowo-Skitourowe, więc miałem przekonanie, że są specjalistami w tym co robią. Po trzecie Dolina Pięciu Stawów, to jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie (według mnie rzecz jasna).

Dojście do schroniska

n15-02

Na kursy zabrałem dwóch 16’sto letnich kolegów. Niezwykle miło, że tak młode osoby chcą poświecić cały weekend, żeby uczyć się, jak pomóc sobie i przede wszystkim innym! W takim młodym składzie ruszyliśmy w stronę schroniska.

Kursy rozpoczynają się w piątek wieczór i kończą się w niedzielę po południu, dlatego późnym piątkowym południem ruszyliśmy w drogę. Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy na parkingu na Palenicy Białczańskiej, gdzie zapięliśmy sprzęt i przez następne 4 godziny drałowaliśmy do najwyżej położonego schroniska w Tatrach. Oczywiście standardowo wyjście nie trwa czterech godzin a dwie, ale jeden z moich kompanów miał awarie sprzętu, z którym wspólnie walczyliśmy. Połowę drogi szliśmy z czołówkami, jednak droga do schroniska oprócz ostatniego stromego podejścia jest prosta i przyjemna, więc mimo tak długiego czasu było miło. Nie ukrywam, że mam w życiu szczęście bo akurat los chciał, że podczas naszego podejścia była pełnia, więc widok, który przywitał nas w Dolinie był kompletnie nieziemski.

Drogę podejściową do Pięciu Stawów opiszemy już niebawem w zakładce „schroniska”.

Schronisko

n15-03

Schronisko Pięć Stawów, to klasyk klasyków. Kameralne, drewniane, fajnie zorganizowane, bez Wifi i zasięgu komórkowego (oprócz Plusa i Play), pełne ludzi, którzy żyją po swojemu. Już na dzień dobry mimo późnej pory dostaliśmy kolacje. Pokój, w którym nocowaliśmy był 7dmio osobowy i spali w nim tylko uczestnicy kursu. Choć nie jestem specjalnie towarzyski (pracuje nad tym ? ) to od razu cała ekipa kursów fajnie się zgrała. Ilość osób, też nie była bez znaczenia. Było nas tylko ośmioro i to jest wielki plus, ponieważ faktycznie można się czegoś praktycznego nauczyć.

Znowu na wykładach…

n15-04

Kursy prowadził Robert Kidoń – zawodowy ratownik TOPR z wielkim bagażem lawinowych doświadczeń, którymi chętnie się z nami dzielił. Nasza przygoda z lawino znawstwem rozpoczęła się od części teoretycznej. Z czasów studiów hasło „wykłady” sprawia, że moje powieki stają się ciężkie, ale tutaj wykład był konkretny. Sporo statystyk i podstawowych mechanizmów, jakimi rządzą się lawiny. W telegraficznym skrócie przedstawiłbym je następująco:

– Przy ciężkich warunkach pogodowych TOPR nie będzie za 15 minut na lawinisku (przy dogodnych warunkach leci nawet 20 minut!), więc trzeba wiedzieć jak samemu szukać, bo od tego zależy życie.

– Jeżeli osoba pod śniegiem nie ma detektora, a lawina jest bardzo rozległa, to sam mogę sobie dźgać sondą do woli (mocno to uproszczam, ale detektor jest mega ważny).

– Najczęściej osoby zasypane, które udało się uratować były 80cm pod śniegiem, martwe na 120cm. W skrócie mamy 18 minut, żeby znaleźć i odkopać taką osobę. Po tym czasie szanse na przeżycia spadają do 30%. Po 35 minutach nikt nie przeżywa bez przestrzeni powietrznej.

– Statystycznie najwięcej wypadków jest w pierwszy dzień ładnej pogody po opadach, przy drugim stopniu zagrożenia lawinowego, na północnych stokach, przy temperaturze poniżej 8 stopni Celsjusza (w skrócie – powder day = risky day).

To jest tylko bardzo mała część danych, które były przedstawiane, ale dobrze obrazują, że temat lawin jest poważny, a w dużej mierze to od nas zależy czy lawina w ogóle ruszy. To właśnie odpowiedni wybór drogi wejścia i zjazdu jest kluczowy.

Idziemy kopać rowy…

n15-05

Druga, najważniejsza część kursów to praktyka. W pięknych okolicznościach przyrody (podobno byliśmy pierwszą grupą od 2 lat, która miała taką lampę) ćwiczyliśmy trzy elementy:

– Badanie przekroju śniegu – w łatwy sposób można sprawdzić czy warstwy pokrywy są ze sobą związane. Jeżeli nie, to ryzyko lawiny rośnie.

– Obsługa lawinowego ABC – w skrócie od A do Z dowiedzieliśmy się, jak najszybciej składać sondę, ustawiać detektor i kopać (technika jest inna, niż podczas standardowego kopania rowów)

– Trening lawinowy – zdecydowanie najważniejsze ćwiczenie. Najpierw zakopaliśmy siedem detektorów, które następnie szukaliśmy przy użyciu sondy i detektora. Następnie trenowaliśmy efektywną i szybką technikę kopania, wydobywania zasypanego i udzielania pierwszej pomocy.

Czy warto było?

n15-06

Niestety wiedza, którą zdobyłem za pomocą filmików na vimeo i książek była co najmniej słaba. Dopiero praktyczne ćwiczenia pod okiem specjalisty dały zamierzony efekt. Jestem dość pewien, że w realnej sytuacji zagrożenia odnalazłbym zasypanego, jeżeli miałby detektor. To właśnie sprawa lawinowego ABC w Tatrach martwi mnie najbardziej. Spotykam masę ludzi na stromych szczytach, którzy nie mają pełnego zestawu. Spora część osób, która zdobyła się już na kupno detektora, nie kupiła sondy i łopaty. Każdą z tych osób pytałem, dlatego nie kupiła całego zestawu – przecież jest w dobrych cenach. Niestety odpowiedź, którą dostawałem była mega smutna – „nie mam miejsca, żeby to nosić”. Słysząc takie zdania zawsze się zastanawiałem, jak można być takim egoistą – kupiłem detektor, żeby mnie znaleźli, ale jak kogoś zasypie to trudno. Niestety moi drodzy, takie mam przemyślenie po kursie – jeżeli nie mamy sondy i łopaty, to detektor niewiele nam da, bo jak przekopiemy tonę zbitego śniegu? Łapkami?

Wracając do kursu, to koniecznie polecam wszystkim kursy w Pięciu Stawach. Spędzicie wspaniały weekend w pięknym miejscu i nauczycie się rzeczy, które moim zdaniem każdy, kto idzie w góry powinien znać, dla dobra swojego i innych. Więcej informacji o kursach znajdziecie tutaj: http://www.szkola-gorska.pl/

Mateusz Mróz

Partner strategiczny

Biuro Promocji Zakopanego
Partnerzy

Beneficjent

Copyright SkitouroweZakopane.pl 2014.
Design by pxds.pl

Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich:
Europa inwestująca w obszary wiejskie.

Podhalańska lokalna grupa działania współfinansowana jest ze środków Unii Europejskiej w ramach Osi 4 – LEADER

Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013